EU ETS a polityka złudzeń
W Polsce narasta dziś niebezpieczne nieporozumienie. Nie dotyczy ono tylko EU ETS, ale czegoś znacznie większego – sposobu, w jaki część klasy politycznej nauczyła opinię publiczną myśleć o relacji między kosztami energii, polityką klimatyczną i miejscem Polski w Unii Europejskiej.
Widać to wyraźnie w niedawnym sondażu przeprowadzonym dla jednego z ogólnopolskich dzienników. Ponad połowa badanych poparła ograniczenie stosowania EU ETS nawet za cenę napięć z Unią, zredukowania dostępu do funduszy czy utrudnień dla polskich firm na rynku europejskim. Sam taki wynik nie oznacza jeszcze, że większość społeczeństwa świadomie opowiada się za konfliktem z UE. Pokazuje jednak coś bardzo niepokojącego: przy tak postawionej debacie wielu obywateli zaczyna postrzegać EU ETS tylko jako koszt i to koszt oderwany od szerszej logiki wspólnego rynku i członkostwa. W ten sposób w debacie publicznej zbudowano fałszywą alternatywę: tania energia albo Europa.
Bo fałszywe jest wnioskowanie, że Polacy masowo odrzucili racjonalną transformację. Problemem jest to, że przez lata o EU ETS opowiadano im nie jako o elemencie wspólnego rynku, mechanizmie modernizacyjnym i źródle środków na transformację, lecz jako zewnętrznym, narzuconym z Brukseli koszcie, niemal osobnym „podatku”, który odpowiada za całe zło wysokich rachunków. Jeżeli społeczeństwo przez długi czas słyszy, że winny jest „brukselski ETS”, to wcześniej czy później zaczyna wierzyć, że wystarczy z nim zerwać, a problem zniknie. Tyle że to wygodna opowieść politycznie, ale gospodarczo i prawnie bardzo wątpliwa.
...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
